niedziela, 10 czerwca 2012

Rozdział I


Promyki słońca przedzierające się przez odsłonięte żaluzje obudziły Julię. Spojrzała na zegarek-8.12.
-A niech to! Znowu! - wykrzyczała bezradnie dziewczyna szybko zrywając się z łóżka. Ogarnęła się, wpadła do kuchni. Zjadła pośpiesznie śniadanie, spakowała kilka marchewek do torby i pobiegła na pierwszy tramwaj, który zawiezie ją do szkoły.
Wpadła do klasy.
-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie. - wymamrotała i zajęła swoje miejsce, obok jej przyjaciółki- Majki.
-Znowu się zaspało - wyszeptała do niej.
-No, rodziców nie ma w domu, a budzik mnie nie obudził.
- Dziewczyny w ostatniej ławce! Albo będziecie cicho, albo kartkóweczka dla całej klasy. - powiedziała historyczka.
-Dokończymy potem - wyszeptała Julia.
Umilkły, a lekcja toczyła się dalej. Po dzwonku wszyscy uczniowie wyszli z klas. Na korytarzu zrobiło się tłoczno.
-Jak tam przygotowania do matury? To już za tydzień.- zapytała przyjaciółka,
-Jakoś idzie.
-Julka, zdecydowałaś już?
-Ale co?
-No co potem.
-Nie wiem, nie mam pojęcia... Bardzo chcę studiować w UK, ale będzie ciężko być tam samej, bez was, bez rodziców.
-Jakoś poleci. Twoi rodzice się zgodzili?
-No z tym też jest ciężko- zaśmiały się. Chwilę potem zadzwonił dzwonek na lekcje.
Po powrocie do domu zastała w kuchni mamę szykującą obiad.
-Gdzie tato?
-No przecież jeszcze w pracy. Ale ty jesteś zakręcona. - zaśmiała się jej rodzicielka.
-A no faktycznie. Idę do siebie, jak obiad będzie gotowy to mnie zawołaj.
-Ok.
Po drodze wzięła kilka marchewek.Julia weszła do swojego pokoju, rzuciła torbę obok biurka. Włączyła laptopa a w międzyczasie przebrała się w dres. Jadła marchewki włączając stronę collegu w Londynie, który nosi nazwę UCL, czyli  University College London. Przeglądała wszystko, dokładnie czytając treść. Jej angielski jest perfekcyjny, nie na darmo chodziła na różne kursy. Miała już wybrany kierunek, na który chciałaby pójść. Do jej pokoju weszła matka.
-Chodź jeść.
-No już idę.
-Znowu przeglądasz tę stronę?
-No mamo, przecież dobrze wiesz, że chcę tam studiować.
-Tak wiem, ale jeszcze z tatem nie podjęliśmy decyzji. Przecież będziesz tam sama.
-Nie będę sama, przecież będę mieszać u cioci Basi. Powiedziała, że chętnie mnie weźmie do siebie, bo i tak z nikim nie mieszka. A jej lokum znajduje się bardzo blisko uczelni.
- Nie wiem, na razie chodź jeść.
- Dobrze, już idę.
Wieczorem rozpoczęła naukę do matury. Zaczęła od polskiego, wyjęła wszystkie notatki i książki, które posiadała. Po godzinie do pokoju weszli rodzice.
-A co wy tu robicie? Tak razem? - co jak co ale rodzice jeszcze nigdy nie wchodzili wspólnie do jej pokoju.
-Rozmawialiśmy na temat twojego wyjazdu.-zaczęła mama
-Iii?
-Masz naszą zgodę, ale pod kilkoma warunkami. - dokończył jej tato.
-Jejku naprawdę !? - wpadła w dziki szał radości. Szybko do nich podbiegła i zaczęła im dziękować.
- Ja cie nie wierzę... jadę do UK - cieszyła się.
-Ale pamiętaj, jest kilka warunków - mówił ojciec.
-Po pierwsze będziesz mieszkała u cioci, będziesz pod jej kontrolą. Po drugie zero dyskotek, imprez itp jedziesz tam w celach naukowych. Po trzecie będziesz sama na siebie zarabiać, aby nie nadwyrężać kosztów Baśki. Po czwarte nie ciesz się tak, bo jeszcze nie wiadomo czy cię przyjmą - powiedział dogryzając jej ostatnim zdaniem.
-Oj przyjmą, przyjmą, o to się nie martw.
Dziewczyna była tak szczęśliwa, że nie zdołała już się uczyć. Schowała wszystkie książki i zadzwoniła do Mai aby powiedzieć jej, że rodzice się zgodzili.




**************
Pierwszy rozdział jest, wczoraj wena była a dzisiaj spie... znaczy zwiała :D
Następny jakoś w tym tygodniu, chociaż nie obiecuję.

1 komentarz:

  1. Bardzo fajny rozdział : ) Czekam na następny z niecierpliwością : P : )

    OdpowiedzUsuń